Ustawa o kastracji
mediów publicznych
Jan Polkowski "Rzeczpospolita"
(30.09.2008) Jeśli finansowy los mediów publicznych ma zależeć
od ustawy budżetowej, to będą one miały około 600 prezesów:
460 posłów, 100 senatorów i kilkudziesięciu ministrów - pisze
dyrektor Biura Zarządu TVP
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
opublikowało "Założenia dla projektu ustawy o zadaniach
publicznych w dziedzinie audiowizualnych usług medialnych"
przygotowane przez zespół prof. Tadeusza Kowalskiego. Fakt
takiej publikacji trudno traktować inaczej niż jako zachętę
do skomentowania zawartych w niej tez.
Byłoby wprawdzie lepiej, gdyby doszło do prezentacji kompletnego
projektu ustawy, zawierającego również merytoryczne uzasadnienie,
ale wreszcie inicjatywę dotyczącą polskiego ustroju medialnego
wykazał resort kultury, czyli organ po temu właściwy. Tym
bardziej rozczarowuje wypowiedź przewodniczącego Klubu Parlamentarnego
PO Zbigniewa Chlebowskiego, że kiedy gotowy projekt już się
pojawi, to trafi do laski marszałkowskiej jako inicjatywa
poselska, a nie rządowa. Trudno nie dostrzec w tym zamiaru
maksymalnego skrócenia czasu na publiczną debatę o praktycznych
skutkach ustawy, a te byłyby dla mediów publicznych opłakane.
Może więc chodzić także o to, by polityczną odpowiedzialność
dało się łatwiej przypisać posłom niż rządowi. Wygodniej też
rządowi będzie zachować dystans wobec ustawy, jeśli ta miałaby
podzielić losy swojej poprzedniczki skutecznie zawetowanej
przez prezydenta RP.
Konsekwencja w destrukcji
Odkąd w czasie ostatniej kampanii wyborczej Donald Tusk rzucił
hasło "osłabienia" mediów publicznych, Platforma
Obywatelska nie ustaje w wysiłkach, by obietnicę premiera
spełnić z nawiązką. Jej kampania propagandowa zniechęcająca
do płacenia abonamentu radiowo-tele-wizyjnego okazała się
nader skuteczna. Nawet TVP, w której budżecie większość stanowią
wpływy z reklam, już znalazła się w poważnych kłopotach, a
część regionalnych spółek radia publicznego - na skraju upadłości.
Jeśli Trybunał Konstytucyjny nie zakwestionuje skierowanej
doń ustawy o kolejnych zwolnieniach z płacenia abonamentu,
pieniędzy będzie jeszcze mniej.
Gdyby nie podtrzymanie przez Sejm prezydenckiego weta wobec
innej ustawy, napisanej przez posłankę Iwonę Śledzińską-Katarasińską,
urlopowaną pracownicę prywatnego koncernu medialnego Agora,
nie byłoby już obecnej Krajowej Rady Radiofonii ł Telewizji
i doszłoby do połączenia w rękach prezesa UKE, czyli instytucji
rządowej, kontroli nad rynkami audiowizualnym i telekomunikacyjnym.
Środki dążenia przez PO do celu są rozmaite, ale sam cel -
niezmienny. Ministerialne tezy do projektu kolejnej ustawy
medialnej do - określają go wręcz brutalnie, a tym samym zasługują
na twardy komentarz.
Idea licencji programowych nie jest w europejskim prawodawstwie
medialnym czymś nowym. Nie jest także szkodliwa, chociaż jej
sensowne zaprojektowanie do łatwych nie należy. Jednak, jak
pokazują ministerialne założenia, można z tej koncepcji uczynić
walec do rozjechania autonomii programowej nadawców publicznych,
a TVP w szczególności.
Licencja na zabijanie
Licencje mają określić nie tylko rodzaje i tematykę programów,
ale także kiedy (w jakim tzw. day-part) nadawca ma emitować
ich antenowe premiery. Oznacza to ubezwłasnowolnienie telewizji
publicznej w dziedzinie kształtowania jej ramówek programowych,
a to kluczowy instrument dopasowania oferty do potrzeb oraz
nawyków odbiorców i konkurowania z innymi nadawcami.
Można sobie wyobrazić, że jeśli wyznaczeni przez Sejm finansiści
zawiadujący Funduszem Zadań Publicznych (który licencji będzie
udzielał) uznają, że główne wydanie "Wiadomości"
powinno trafiać na antenę o 18.30, a nie o 19.30, jak dotychczas,
to kierownictwu TVP nie pozostanie nic innego, jak zastosowanie
się do wymogów tak uwarunkowanej licencji. Absurd? Oby, ale
czy można go wykluczyć?
A jeśli zewnętrzni decydenci tak poukładają ramówkę TVP, że
na emisję popularnego serialu, który dziś o godzinie 17.30
lub o 20 ogląda kilka milionów Polaków, zostanie czas tylko
po godzinie 23? Większość z nich, rzecz jasna, pójdzie już
spać, a w czasie kiedy jeszcze spać nie będzie, programów
odpowiadających ich potrzebom i gustom poszukają na antenach
rywali TVP. Pozbawienie telewizji publicznej autonomii w zakresie
kształtowania własnej ramówki to prosty przepis na zniechęcenie
do niej widzów, a tym samym wymierny prezent dla konkurencji.
Bowiem wraz z widzami przejmie ona odpowiedni kawał reklamowego
tortu.
I, niestety, nigdy nie będzie tak, że da się osłabić rynkową
pozycję jakiegoś medium bez szkody dla jego siły opiniotwórczej
i kulturotwórczej. Widz zdezorientowany, widz wytrącony z
nawyku lojalności wobec preferowanego dotychczas nadawcy wraz
z całokształtem jego oferty programowej będzie widzem utraconym,
a telewizja dla garstki najcierpliwszych i najwierniejszych
przestanie być tym samym "misyjna".
Ujawniona przez resort kultury koncepcja licencji programowych
jest licencją na zabicie telewizji publicznej jako nadawcy
zdolnego dotrzeć z ofertą programową do szerokich rzesz telewidzów.
Ze szkodą dla nich samych i wbrew zapisanym w ministerialnych
tezach "obowiązkom publicznym" w zakresie dostarczania
"charakteryzującej się wysokim poziomem jakościowym oferty
programowej w dziedzinie informacji, kultury i edukacji".
W sposób niepojęty z tego katalogu tajemniczo zniknęły uznawane
dotąd powszechnie za misyjne sport oraz rozrywka, która przy
odpowiednim "poziomie jakościowym" może mieć również
charakter misyjny, czego dowodzi wieloletnia praktyka BBC.
Osobny problem z tak pomyślanymi licencjami to wątpliwa konstytucyjność
wyposażenia nowego ciała w postaci rady powierniczej Funduszu
Zadań Publicznych w uprawnienia naruszające kompetencje KRRiT.
Wpuszczanie w kanały
Jakby nie do końca ufając, że taka wersja licencji programowych
to wystarczająco morderczy cios w rynkową pozycję TVP, autorzy
ministerialnych tez proponują, by TVP miała do dyspozycji
tylko kanały; TVP 1, TVP 2, TVP Kultura, TVP Historia i TVP
Polonia. Innymi słowy, w epoce, gdy kanały tematyczne zdobyły
już ćwierć rynku i zdobędą jeszcze więcej, ustawa nie tylko
miałaby zakazać TVP tworzenia nowych kanałów, ale także odebrać
jej dwa spośród już posiadanych: TVP Sport oraz TVP HD (widać
projektodawcom nie podoba się, że TVP jako pierwsza uruchomiła
kanał telewizji wysokiej rozdzielczości).
Trudno o jaskrawszy dowód intencji pozbawienia TYP możliwości
konkurowania z koncernami rodzimymi i obcymi. Gdyby właściciele
tychże koncernów umówili się na suto zakrapianą kolację, by
po którejś tam kolejce puścić wodze marzeniom, pewnie nawet
wtedy nie wpadliby na pomysły, które resortowi kultury przyszły
z taką łatwością i zapewne na trzeźwo. Notabene, wymienienie
w projektowanej ustawie z ilości i nazwy kanałów tematycznych
TVP to kolejny zwiastun powstania legislacyjnego bubla, bo
jeśli TVP chciałaby jednak stworzyć dodatkowy kanał tematyczny,
wymagałoby to nowelizacji ustawy, a taka sytuacja naruszałaby
kompetencje KRRiT w zakresie udzielania koncesji nadawczych.
A co z dawną telewizyjną Trójką, znaną obecnie jako TVP Info,
i co z regionalnymi ośrodkami TVP? Koncepcja połączenia tych
ostatnich z regionalnymi spółkami radia publicznego to kolejny
niedopracowany dziwoląg, jaki można znaleźć w propozycjach
resortu kultury. Ponieważ dokładne opisanie jego osobliwości
wymagałoby oddzielnego artykułu, ograniczę się do trzech tylko
uwag.
Po pierwsze realizacja ministerialnych tez oznaczałaby, że
TVP zostałaby pozbawiona wszelkich szans na posiadanie tematycznego
kanału informacyjnego, a TVN 24 i Polsat News mogłyby się
rozwijać bez przeszkód i realnej konkurencji.
Po drugie wszystkie regionalne rozgłośnie radia publicznego
zostałyby pod względem dobowego czasu nadawania (tylko sześć
godzin własnego programu dziennie) cofnięte do epoki PRL.
Po trzecie całe to odtworzenie idei "radiokomitetowej"
w skali regionalnej nijak nie zwiększyłoby wpływu samorządów
lokalnych i regionalnych na tamtejsze media publiczne, co
- choć ryzykowne - przynajmniej byłoby spójne z prosamorządową
retoryką PO. Można odnieść wrażenie, że działający na centralnej
scenie politycy są tak znużeni trudną finansowo i organizacyjnie
problematyką publicznych mediów regionalnych, że chcą dokonać
po cichu ich demontażu, a w przypadku radia - recentralizacji.
Również mrocznie prezentują się aspekty finansowe projektowanej
reformy. Najgorsze jest to, że podczas gdy obowiązująca w
państwach Unii Europejskiej doktryna i rozwiązania praktyczne
wyraźnie stawiają na stabilne i niezależne od woli politycznej
większości źródła finansowania mediów publicznych, tezy resortu
kultury zapowiadają opłacanie ich zadań publicznych z budżetu
państwa.
Budżet mniejszy o połowę
Obsesyjnie zwalczany przez PO abonament radiowo-telewizyjny
wiążący bezpośrednio media publiczne z ich odbiorcami ma być
zastąpiony finansowaniem z podatku od towarów i usług, z którego
wpływy są zmienne, a w dodatku nie ma innego sposobu ich redystrybucji
niż coroczna ustawa budżetowa. I tak wysokość budżetu Funduszu
Zadań Publicznych ma być ustalana w porozumieniu z ministrem
finansów, ale warto pamiętać, że nawet najpotężniejszy minister
finansów jest tylko jednym z członków Rady Ministrów, a projekt
budżetu państwa po jej aprobacie trafia do Sejmu i Senatu,
gdzie staje się przedmiotem dalszych zabiegów par excellance
politycznych, o czym lada chwila przekona się pewnie IPN.
Jeśli finansowy los mediów publicznych ma zależeć od kształtu
ustawy budżetowej, to prezesów radia i telewizji publicznej
będzie około sześciuset (460 posłów, 100 senatorów i kilkudziesięciu
ministrów). W dodatku licencje programowe mają być udzielane
na co najmniej dwa lata, a budżet państwa uchwala się w rytmie
corocznym, co też wróży ogromne komplikacje.
Skoro już mowa o założeniach finansowych, to gdyby telewizja
publiczna miała być zobowiązana do zachowania w swoich przychodach
proporcji 6 o procent dotacji licencyjnych z budżetu i 40
procent przychodów z reklam, to musiałaby zmniejszyć swój
łączny budżet o połowę. Nawet pomijając problem, jak wiele
osób (bez oglądania się na kompetencje i dorobek) musiałaby
zwolnić z pracy, nie widać szans na to, by nadal mogła przy
drastycznie ograniczonych środkach konkurować z ofertami programowymi
rynkowych rywali. I to rywali coraz bogatszych.
Bez tajemnic
Jeśli TVP nie miałaby prawa zarobić na reklamach więcej niż
40 procent jej łącznego budżetu, to jej konkurenci zarobiliby
tym samym krocie. Żeby mieli się oni jeszcze lepiej, wśród
ministerialnych założeń znajdziemy również "ograniczenie
kontraktów o zakazie konkurencji dla kadry kierowniczej oraz
zasadę jawności kontraktów menedżerskich w mediach publicznych
oraz kontraktów zawieranych z producentami zewnętrznymi".
W przekładzie na zwykłą polszczyznę chodzi o to, by bezpośredni
konkurenci mieli wgląd w to, kto, ile i za co zarabia w TVP
(ale oczywiście nie odwrotnie). Aby w razie potrzeby każdy
podkupiony z TVP menedżer mógł im legalnie opowiedzieć o wszystkim,
czego się podczas w pracy w TVP dowiedział o wewnętrznych
sprawach tej firmy. Zatem ma to być spółka prawa handlowego
bez prawa do tajemnicy handlowej.
I jeszcze jedna niespodzianka. Okazuje się, że przedstawiciele
partii - uchodzącej za najbardziej proeuropejską w Polsce
- konsekwentnie posługuj ą się w przedstawionych "Założeniach"
pojęciem "zadania publiczne" zamiast pojęciem "misji
publicznej", odnosząc te "zadania" do dziedziny
usług medialnych, a nie systemu publicznej radiofonii i telewizji.
Jest to rozwiązanie idące w odwrotnym kierunku niż powszechna
tendencja europejska znajdująca wyraz choćby w protokole amsterdamskim
do traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską (TWE), dokumentach
Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej, aktach Rady Europy
czy wreszcie ustawodawstwie państw tzw. starej Europy. Ale
skoro głównym celem jest marginalizacja mediów publicznych,
regulacje europejskie muszą iść do lamusa.
Wobec wszystkich powyżej zreferowanych pomysłów należałoby
nazwać planowany projekt "ustawą o przymusowej kastracji
mediów publicznych oraz o transferze pieniędzy od nadawców
publicznych do nadawców prywatnych". Tylko w imię czego
państwo polskie miałoby taką politykę prowadzić?
Jan Polkowski
Dyrektor Biura Zarządu i Spraw Korporacyjnych TVP ("Rzeczpospolita"
30.09.2008)
|